Autostop na Euro 2016 – Dzień 3 – Vive La France

tekst4

04.30. Minęły dwie godziny i znowu pobudka. Spytacie, dlaczego tak szybko? Jest kilka powodów, a oto dwa najważniejsze:

  1. Rozbijam się i śpię na dziko tylko po zmierzchu, a wstaję przed świtem. Nie lubię zaskoczeń i faktu, że ktoś może się do mnie przyczepić.
  2. Kierowcy TIRów wyjeżdżają już od godziny 5 z parkingów i nie chcę przegapić żadnej potencjalnej „przygody”.

04.30. Wstaję i czas na prysznic. 2-3 euro i jestem swieżutki. Do tego garść „Mieszanki studenckiej” na śniadanie i jestem gotowy do drogi. Tabliczka, kciuk, uśmiech na twarzy i rozpoczynam ostatni etap trasy. Tylko 300 kilometrów… Chwilę próbuję łapać, ale żaden zagraniczny kierowca nie zatrzymuje się. Po 30 minutach wyjeżdżają dwa TIRy z polskimi rejestracjami. Musi się udać. Pierwszy przejeżdża obok mnie. Cholera… Ale za to drugi zatrzymuje się. Uchyla się okno i kierowca mnie zaprasza. Wchodzę do kabiny i słyszę:

-Ale mnie suszy – szybko zdałem sobie sprawę, że spotkałem tego kierowcę wczoraj. A przecież miał podróżować z kolegą.

-Ten z przodu mówi, żeby nie brać autostopowiczów, ale ja lubię jak jest z kim pogadać.

Zrzut ekranu 2016-07-12 o 23.04.25

Nie skłamię pisząc, że nawijał mi przez cztery i pół godziny aż do samej Nicei. Na starcie pozwolił mi się przespać (te 30 minut było na wagę złota), ale później… Same anegdoty, opowiadane w specyficznej, góralskiej gwarze, do tego liczba przekleństw, która zawstydziłaby samego Liroya nagrywającego pierwszy album. Bawiłem się świetnie, a gdy kierowca opowiadał o rozrobionym spirytusie, który wczoraj pił, a ja wyciągnąłem piersiówkę z tym „napojem”, to zostałem uznany za równego gościa. Oczywiście nie przyznałem się do faktu, że mam za sobą palnik spirytusowy, a ta ambrozja z piersiówki ma służyć za paliwo opałowe.

O godzinie 10 rozstałem się z charyzmatycznym góralem na stacji benzynowej w okolicach Monako. Na pożegnanie dostałem w prezencie pustą butelkę, mapę Francji i informację, że w tym kraju można pić wodę z kranu. Tak więc udałem się do WC na stacji, nalałem sobie wody, oraz przebrałem się w spodenki i sandały (ostatnio słoneczną pogodę widziałem w Polsce). Teraz jestem gotowy na kilkukilometrowy marsz do Monako. W Polsce sprawdzałem mapę Google i na stację prowadzi droga z miejscowości La Turbie. No to idziemy.

Idę na koniec stacji w kierunku wyszukanej drogi, a tam ogrodzenie i brama. Na niej jakieś ostrzeżenie w języku francuskim. Skąd ta brama? Na Google Street jej nie widziałem. I co teraz? Szukać na stacji osoby jadącej do Nicei\Monako? Czy po prostu przeskoczyć tą bramę? No cóż… Wygrała opcja numer 2. Przerzuciłem rzeczy, przeskoczyłem bramę i jestem na drodze do Monako. A jak się ktoś po drodze przyczepi, to powiem, że szedłem z La Turbie, zobaczyłem bramę i wracam, ponieważ nie chciałem przez nią skakać.

Zrzut ekranu 2016-07-12 o 23.10.47

Szedłem pod górę serpentynami około 40 minut. Na plecach około 15 kilogramów, do tego 5 kilogramów w torbie na ramieniu. Przeszedłem nad autostradą i chwilę później pojawiły się pierwsze posiadłości. Na rozwidleniu drogi spytałem sie napotkanego francuza:

-Monako? – a on wskazał mi ścieżkę pomiędzy domami. Wiem, że miałem iść serpentynami w dół, ale alternatywna trasa wyglądała lepiej.

Zrzut ekranu 2016-07-12 o 23.12.41

Dodaj komentarz