Autostop na Euro 2016 – Dzień 2 – Włoska przygoda

tekst3

Kierowca znał podstawowe słowa po angielsku, ja kilka słów po włosku… Dogadaliśmy się. Na migi i angielsko-włoskim przedstawiłem moją podróż do Francji na Euro 2016. Zapytałem o jego reprezentację i tu zdziwienie. On nie jest włochem. Jest neapolitańczykiem i nie kibicuje Włochom. Wskazał na flagę w kabinie. Pokazał mi też herb Neapolu. Tego się nie spodziewałem.
Oczywiście za dużo nie rozmawialiśmy z powodu bariery językowej, ale spędziliśmy razem czas do godziny 15. Po drodze załapałem się na herbatę. Pożegnaliśmy się na stacji pod Weroną. Neapolitańczyk jechał na południe, a ja odbijałem na zachód.

IMG_0462

Dobra, ruszam na parking i sprawdzę czy ktoś jedzie w moim kierunku. Nagle podjeżdża samochód z polską blachą DW. Moje miasto. Niestety kierowca ma problem ze skrzynią biegów i szuka bankomatu (żeby mieć pieniądze dla mechanika). Ale może mnie podwieźć do Werony. Zrezygnowałem z tej opcji.
Powłóczyłem się po parkingu, ale żaden kierowca nie odbijał na zachód. Z prognozy wiedziałem, że po 15 ma padać i potrwa to do ok. 18. Czyli czas na obiad. W sumie przez cały dzień zjadłem tylko jedną bułkę. W restauracji zamówiłem lasagne, wyciągnąłem karton i zacząłem pisać Milano. Meta już blisko, a ja mam za sobą 1150 kilometrów.

IMG_0469

Po obiedzie zaczęło intensywnie padać, więc stałem pod restauracją z kartką. Nikt nie dał się złapać. I nagle z restauracji wyszli policjanci, a ja instynktownie schowałem kartkę. Jeden zaczął się śmiać, podszedł do mnie i powiedział, że na stacji mogę łapać, na autostradzie jest zakaz. Zapytałem się, czy jadą w moim kierunku, ale zaprzeczyli. Szkoda…
Zmieniłem miejscena stację benzynową, ale także tutaj nikt nie skusił się na moje towarzystwo. Ok. 17 wróciłem na parking i zauważyłem TIRa z bydgoską rejestracją. Dogadałem z kierowca transport do Piacenzy na godzine 20. Na miejscu będę pewnie o 22, więc tam spędzę noc i jutro zaatakuję Niceę (pozostanie 300 kilometrów).

IMG_0472

Przed 20 załapałem się na kawę w kabinie kierowcy i po niej ruszyliśmy zgodnie z planem. Po kilkunastu minutach jazdy podążaliśmy już w stronę zachodzącego słońca. Także zgodnie z planem wysiadłem na stacji przed Piacenzą. Tradycyjnie udałem się na parking z TIRami. Zauważyłem pojazd w którym świeciło się światło. Reszta spała. Pukam i pytam gdzie kierowca jedzie.
– Do Espanii.
– Świetnie. Ja jadę na Euro na mecz Polaków. Czy mógłbym jutro zabrać się z Panem do Nicei?
– Nie, jedziemy we dwóch i niestety nie ma miejsca – widzę osobę na miejscu pasażera z wódką w ręku.
– Dobra. W takim razie nie przeszkadzam i życzę miłej zabawy.

Spotkałem jeszcze na parkingu młodego włocha, który o godzinie 8 może zabrać mnie do Genui, gdybym nic wcześniej nie znalazł. Zawsze jakieś 100 km do przodu. Poszedłem do restauracji i poprosiłem ekspedientkę o podładowanie telefonu. I tak spędziłem czas do godziny 1. Następnie bezcelowo włóczyłem się po stacji. Przed moim przyjazdem musiała być duża ulewa, dlatego kimanie w krzakach odpadało. Zabranie płachty biwakowej zamiast namiotu to był głupi pomysł. Dodatkowo każde miejsce na stacji było dobrze oświetlone. O 2.30 udałem się za restaurację, tam ułożyłem karimatę i na kartcę zrobiłem napis Nice. Dobranoc…

20150422_005327

Dodaj komentarz